Kanały:
Wpisy
Komentarze

Geniusze i idioci

Zdobywają nagrody Nobla, ale są też laureatami nagród Darwina. Dysponują lwią częścią majątku światowego, ale są też głównymi beneficjentami pomocny społecznej i lokatorami noclegowni dla bezdomnych.

Na kontinuum niektórych cech, własności ciała i umysłu mężczyźni zajmują często skrajne miejsca. Typowym przykładem są zdolności matematyczne: obie płcie osiągają w testach podobną średnia, ale w grupie skrajnie wysokich i niskich wyników jest więcej mężczyzn. Do podobnego wniosku prowadzą niektóre badania poziomu inteligencji, na przykład dane zebrane od 80 tysięcy szkockich dzieci urodzonych w 1921 roku pokazują, że na krańcach rozkładu wyników są nadreprezentowani chłopcy.

Wyjaśniając (intuicyjnie) większe zróżnicowanie – albo określając to w bardziej fachowy sposób – wariancję niektórych cech u mężczyzn, można zacząć do odmiennych wzorów strategii reprodukcyjnych obu płci. Zasadnicza różnica polega na tym, że mężczyźni mogą mieć więcej dzieci z różnymi kobietami, ale jako bardziej narażona na ryzyko płeć równie dobrze mogą nie mieć ich wcale. Oczywiście wyraźniej widać to w świecie przyrody, gdzie samcom trudniej jest dożyć wieku reprodukcyjnego, a jeśli już, to muszą rywalizować z innymi osobnikami o dostęp do płodnych samic. Aby w następnym pokoleniu pojawiła się podobna liczba samców, musi istnieć jakiś mechanizm kompensujący, którego działanie polega na tym, że osobniki odnoszące sukces reprodukcyjny nadrabiają niepowodzenia innych. U samic podobny mechanizm nie musi występować, bo nie mogą one przekroczyć pewnego progu posiadanej liczby potomstwa w ciągu swojego życia – nawet jeśli są super-samicami ich rozrodczość jest ograniczona poprze sposób rozmnażania. Regulatorem tym może być między innymi anizogamia, czyli zróżnicowanie wielkości i ilości gamet. W męskim ejakulacie jest tyle plemników, że każda jego porcja mogłaby zapłodnić za jednym zamachem wszystkie Amerykanki, natomiast kobiety produkują ok. 400 jajeczek w ciągu całego swego życia. Innymi słowy: “wartościowy” samiec może mieć o wiele więcej potomstwa niż mniej “wartościowy”, podczas gdy u samic dysproporcja ta będzie znacznie mniejsza.

Analogiczne wzorce obserwować można w świecie społecznym, ale sukces reprodukcyjny zastąpiony jest tu jakimiś cechami. Większość kobiet wybiera na przykład bezpieczniejszą, konserwatywną ścieżkę kariery życiowej (podobnie jak bardziej zachowawczą strategię reprodukcyjną), która lokuje je w środku struktury zawodowej i rozkładu dochodów, a mężczyźni, posługując się  bardziej ryzykowną zasadą “wszystko, albo nic”,  trafiają na ich krańce.

Dość często spotkać się można z opinią, że kobiety mają lepsze kompetencje językowe niż mężczyźni. Potoczna obserwacja rzeczywiście doprowadzi do takich wniosków: kobiety bardziej dbają o czystość języka, zabiegają o estetykę wypowiedzi, mówią płynniej, a przede wszystkim więcej niż mężczyźni. Różnice te zaczynają pojawiać się w niemowlęctwie, gdy dziewczynki podejmują próby “mówienia” średnio o dwa miesiące wcześniej niż chłopcy, a w późniejszym okresie operują bogatszym słownictwem i są bardziej responsywne wobec komunikującego się z nimi otoczenia. W wieku szkolnym jest podobnie – badania potwierdzają przewagę kobiet w testach językowych i to pod różnymi szerokościami geograficznymi. Oczywiście chodzi tu o wartości uśrednione, bo sam fakt bycia mężczyzną nie świadczy o braku umiejętności ładnego wysłania się, ani o tym, że każda kobieta jest wyjątkowo elokwentna. Zresztą wśród wybitnych poetów i laureatów literackiej nagrody Nobla mężczyzn “na oko” jest więcej.

Czy istnienie tych różnic ma odzwierciedlenie w strukturach mózgu?

Jeśli chodzi o aspekt biologiczny, to okazuje się, że z językiem jest podobnie jak z innymi czynnościami poznawczymi u kobiet i mężczyzn: męskie półkule mózgowe są bardziej wyspecjalizowane. Zaobserwowano na przykład, że przy różnego rodzaju zadaniach językowych mężczyźni silniej korzystają z lewej półkuli, natomiast kobiety z obu (tę asymetrię określa się mianem lateralizacji). Przy niektórych czynnościach językowych u mężczyzn dochodzi jedynie do pobudzenia ośrodka Broki znajdującego się w lewej półkuli (to część mózgu odpowiedzialna za generowanie mowy, łączenie głosek w wyrazy i zdania oraz rozumienie języka), a u kobiet aktywizuje się ta część oraz dodatkowo inna w prawej półkuli. Ośrodek Broki oraz ośrodek Wernickego, który jest również odpowiedzialny za rozumienie pisma i mowy są u kobiet większe, a znajdujące się w nich neurony są gęściej upakowane i mają dłuższe dendryty.

Oczywiście biologia to nie wszystko. Niekorzystny wpływ środowiska społecznego, zaniedbanie, rzadkie rozmowy z dziećmi nawet bez względu na płeć obniżą ich kompetencje werbalne. Jednak przy założeniu, że dzieci wychowują się w przyzwoitych warunkach, utrzymywanie się różnic, które początkowo mają charakter jedynie biologiczny może być wzmacniane przez socjalizację, kulturowy wzorzec gadatliwej dziewczyny i zdawkowego w wypowiedziach chłopca. Pink-and-blue theory wyjaśniająca odmienne podejście wychowawcze do dziewczynek i chłopców może dodatkowo akcelerować wrodzone zdolności tych pierwszych.

Ale po co właściwie kobietom bardziej rozwinięta zdolność werbalna?

Niektórzy twierdzą, że ma to związek z ogólną strategią sukcesu reprodukcyjnego, którą dzielimy z innymi naczelnymi. U samic wielu gatunków warunkiem przetrwania jest ich “inteligencja społeczna”  ułatwiająca tworzenie koalicji, dzięki której możliwa będzie wspólna obrona przed zagrażającymi życiu ich oraz ich dzieci osobnikami, a w innych sytuacjach uzyskanie korzystnego miejsca w grupowej hierarchii. Wiadomo na przykład, że te samice, które miały większe kompetencje społeczne odnosiły też większy sukces reprodukcyjny mierzony liczbą potomstwa.

U ludzi rzecz ma się trochę inaczej. Według nowych hipotez przetrwanie homo sapiens możliwe było dzięki kooperatywnemu wychowaniu potomstwa, to znaczy dzielenia opieki nad niemowlętami z innymi osobami – zazwyczaj spokrewnionymi kobietami z tej samej grupy. A jak inaczej ustalić podział opieki, wymieniać się informacjami na temat stanu dziecka jeśli nie za pomocą mowy? Być może większe zdolność językowe kobiet powstały, aby koordynować grupową, a więc skuteczniejszą opieką nad nowym pokoleniem. Jeśli tak, to były ważnym czynnikiem ciągłości naszego gatunku.

Sprawa Dominique Strauss-Kahna (DSK) szybko obiegła świat – Prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego został aresztowany za napaść seksualną na pokojówce pracującej w hotelu Sofitel w Nowym Jorku. Według zeznań kobiety DSK rzucił się na nią w pokoju hotelowym, gdy weszła tam, aby posprzątać. Twierdzi, że była przekonana, że pokój był pusty, ale zastała tam DSK wychodzącego nago z łazienki. Wedy miało dojść do napaści.

Kim jest pokojówka?

Przez wiele dni media milczały na temat tożsamości kobiety, a amerykańska i brytyjska prasa do dziś nie podała jej nazwiska chcąc chronić jej prywatność. Zrobili to Francuzi.

Prawdopodobnie nazywa się Nafissatou Diallo, ma 32 lata. Pochodzi z leżącej na zachodzie Afryki Gwinei, z regionu Labe. Jest muzułmanką, córką sprzedawcy z niewielkiego plemienia. W 1998 razem z mężem przyjechała do USA, gdzie niedługo potem się rozwiodła, a niektóre media podają, że obecnie jest wdową. Mieszka razem z córką, która  ma 15 lub 16 lat gdzieś w Bronxie. W Harlemie mieszka niewielka część jej rodziny, między innymi siostra.

Przez krótki okres po przyjeździe do USA pracowała w kilku hotelach, a zatrudnienie w Sofitelu znalazła 3 lata temu. Przez swych przełożonych oceniania była bardzo dobrze – na 4,5 w pięciostopniowej skali ewaluacji pracowników.

Jej rodzina w nielicznych wywiadach odpiera wszelkie sugestie na temat jej ewentualnego zmanipulowania twierdząc, że nigdy nie udzielała się politycznie, ani nawet nie głosowała w wyborach. Mimo posiadania stałego obywatelstwa jej bliscy boją się o jej status emigracyjny i przekonują, że nie mogła sobie pozwolić na ryzyko igrania z prawem.

Kwestie wątpliwe

Sprawa od początku wywoływała sporo wątpliwości (pomijając oczywiście stanowcze przekonanie o winie DSK żywione przez francuskie feministki-socjalistki).  Z jednej strony DSK ma już na sumieniu podobne figle. W 2007 roku francuska dziennikarka i pisarka również oskarżyła go o napaść seksualną dokonaną w 2002 roku, ale – ze względu na powiązanie rodzinne z DSK – nigdy nie wniosła oskarżenia.  W kręgach francuskiej polityki jego zainteresowanie kobietami było tajemnicą poliszynela. Dziennikarki odmawiały nawet prowadzenia z nim wywiadów w pojedynkę.

DSK nie ma więc czystego sumienia. Mógł  napaść na pokojówkę skoro robił to już wcześniej ze znacznie bardziej wpływowymi kobietami i mimo wszystko uszło mu to na sucho. Zamknięcie ust czarnoskórej pokojówce nie powinno więc być problemem.

A jednak tak się nie stało. Dlaczego więc Nafissatou Diallo – osoba bez kontaktów, o niskim statusie społecznym, jedyna opiekunka swojego dziecka zdecydowała się ujawnić sprawę molestowania? Miała przecież sporo do stracenia – oczywiste byłe, że w przypadku naświetlenia sprawy władze przyjrzą się bliżej jej dokumentom emigracyjnym, straci pracę i zdobędzie niechlubną sławę. Milczenie byłoby w jej przypadku rozsądniejsze.

Dzisiejsze doniesienia medialne rzucają nowe światło na całą sprawę. Adwokaci DSK ujawnili sporo niespójności w zeznaniach kobiety. New York Times i France 24 doniosły na przykład, że kilkakrotnie zmieniała już zeznania dotyczące przebiegu zdarzeń mających miejsce zaraz po zajściu w pokoju hotelowym. Początkowo mówiła, że od razu zgłosiła sprawę przełożonym, a teraz, że najpierw poszła posprzątać inny pokój, a dopiero potem poszła do przełożonych. Najbardziej jej wiarygodność podważa dowód wskazujący, że dzień przed zdarzeniem kobieta kontaktowała się telefonicznie z  mężczyzną, z którym omawiała korzyści ze ściągnięcia DSK na dno – rozmowa jest nagrana. Człowiek ten jest jedną z osób, które zdeponowały na koncie bankowym pokojówki łącznie 100.000 dolarów, pieniądze spływały z kilku amerykańskich stanów. Ponadto ustalono, że płaciła ogromne rachunki za rozmowy telefoniczne z pięcioma firmami – ona sama mówi, że dzwoniła do nich tylko raz.

Te odkrycia nie oczyszczają DSK z zarzutów, ale już może opuścić areszt domowy i podróżować po USA. Sam fakt zajścia stosunku seksualnego między nimi nie jest podważany, ale całkowicie zmienia się jego interpretacja. Jeśli okaże się, że  kobieta została przekupiona straci wszystko, a wraz z nią popłynąć może wiele innych osób. Może być również tak, że jako osoba pozbawiona wpływów, bez wsparcia i obawiająca się o przyszłość po prostu plącze się w zeznaniach, a broniący ją pro bono adwokaci mogą już tracić motywację do dalszej pracy.

O DSK już mówi się natomiast, że pomimo utraty twarzy nie jest wykluczony jego powrót do wyścigu o fotel prezydencki w 2012 roku. Wydaje się też, że społeczeństwo mu wybaczy – sondaż  przeprowadzony po wybuchu skandalu pokazał, że ponad połowa Francuzów i 70% sympatyków partii socjalistycznej  twierdzi, że DSK został w całą sprawę wrobiony za czym stać ma sam Nicolas Sarkozy.

Niemal każdego dnia naukowe i popularnonaukowe czasopisma z dziedzin (neuro) psychologii, (neuro) biologii czy neurologii podają kolejne odkrycia na temat biologicznych różnic między kobietami, a mężczyznami. Nie zawsze są one chętnie akceptowane – w wielu środowiskach (zwłaszcza tych, które znają temat jedynie z „doświadczenia życiowego”) przyjmowane są sceptycznie lub w ogóle odrzucane – podważa się ich metodologię, rzetelność, a nawet „czystość” intencji poznawczych badaczy. Najlepszym przykładem jest chyba reakcja na wydaną kilka lat temu w Polsce książkę „Płeć mózgu” Anne Moir i Davida Jessela, która została kompletnie obśmiana.

Zła reputacja zasilana obawą przed pseudonaukowością takich badań nie wzięła się znikąd. W przeszłości temat ten zgłębiany był przy użyciu rzemieślniczych – z dzisiejszego punktu widzenia – narzędzi np. centymetra krawieckiego, a uzyskiwane wnioski były wygodnym uzasadnieniem dyskryminacji kobiet. W 1911 roku niemiecki uczony Bayerthal skonkludował prowadzone przez siebie badania nad różnicą w obwodzie głów: nie ma sensu pytać o genialne kobiety, one nie istnieją. Z jego pomiarów wynikało, że po człowieku z obwodem głowy poniżej 52-53 cm nie można oczekiwać, że zostanie członkiem intelektualnej elity (tyle trzeba mieć, aby zostać chirurgiem), a poniżej 50,5 cm jest się krótko mówiąc głupkiem. Była to woda na młyn ówczesnych przekonań o niższości kobiet, o których otwarcie mówiono, że nie potrafią racjonalnie myśleć, a ich rozwój intelektualny zagroziłby poprawnemu wykonywaniu jedynej pracy do jakiej wyposażyła je natura – opieką nad dziećmi. Nieczyste sumienie ma też znany skądinąd Gustaw le Bon. Na podstawie analizy 13 czaszek sformułował wniosek, że kobiety (dokładnie paryżanki) stanowią podrzędną formę ewolucji bardziej przypominającą niewolnika i dziecko, niż cywilizowanego mężczyznę. W jego przekonaniu niższa masa mózgu, ale również niskie czoło uniemożliwiały kobietom robienie karier. Oczywiście nie wszyscy robili taki użytek ze swoich badań. Franciszek Gatton w 1882 roku pokazał na przykład, że owe różnice są względnie sprawiedliwe – w niektórych dziedzinach lepsze są kobiety (odczytywanie emocji, zdolności werbalne), w innych mężczyźni (zdolności przestrzenne, większa odporność na ból).

Od tamtego czasu minęły lata, ale temat zróżnicowań płci wciąż budzi ostre kontrowersje. Jakiś czas temu przekonał się o tym rektor uniwersytetu Harwarda Larry Summers. Podczas konferencji dotyczącej nierówności płci na wydziałach matematycznych i inżynieryjnych prestiżowych uniwersytetów stwierdził, że przyczyną mniejszej partycypacji kobiet są zbyt wyśrubowane wymogi dotyczące czasu pracy (80 godzin tygodniowo), które utrudniłyby im pogodzenie życia zawodowego z rodzinnym. Więcej kontrowersji wzbudził drugi z wymienionych przez profesora powodów. Przytoczył rezultaty testów matematycznych licealistów, z których wynikało, że w porównaniu do dziewcząt chłopcy częściej osiągają wyniki ekstremalne: bardzo wysokie i niskie, co – jak zasugerował – może być wrodzone. Przez społeczność naukową przeszła burza, swój sprzeciw wygłosiły stowarzyszenia kobiece, przedstawiciele innych uczelni i stowarzyszeń. Dziesiątki osób poczuło się pokrzywdzonych tym, że Lawrence sprowadził tę kwestię jedynie do spraw biologicznych zapominając o czynnikach kulturowych i barierach instytucjonalnych. W konsekwencji Summers rok później stracił posadę, a jego uczelnia przekazała 50 milionów dolarów na programy wspierające kobiety w naukach ścisłych.

Tymczasem w Japonii

Katastrofa w Japonii sprawiła, że mediom umknął sukces tamtejszych naukowców. Zespół badaczy – biologów jako pierwszy na świecie opracował metodę wytwarzania plemników w warunkach laboratoryjnych. Oznacza to, że skomplikowany proces spermatogenezy może być teraz przeprowadzony poza organizmem.  Dokładniej – poza organizmem ssaków, bo tej grupy zwierząt dotyczyły badania zespołu profesora Ogawy. Twierdzą oni, że to tylko kwestia czasu, gdy odkrycie będzie miało zastosowanie w leczeniu niepłodności mężczyzn.

Czy oznacza to również, że “naturalny” mężczyzna nie będzie już potrzebny do spłodzenia potomstwa? Zabawne.

Ewolucja wyposażyła mężczyzn w narzędzia do utrzymywania pozycji w stadzie, ostrej rywalizacji o partnerki i zdobywania pokarmu podczas polowań. Miały w tym pomagać większa masa ciała, wyższy niż u kobiet poziom testosteronu i objętość tych części mózgu, które odpowiedzialne są za wzmocnienie pierwotnych zachowań takich jak agresja czy popęd seksualny. W przeszłości, gdy wszędzie czyhało niebezpieczeństwo, a jedyną skuteczną strategią było “bij – nie trać czasu na myślenie!” męskie wyposażenie świetnie się sprawdzało. Ewolucja nie uwzględniła jednak szybkich zmian społecznych, w toku których agresja – przynajmniej ta fizyczna – stała się czymś niepożądanym. Pola, na których  przemoc jest dziś akceptowalna skurczyły się do boisk sportowych i obszarów ogarniętych wojną. Trudno się z tym pogodzić wielu nadpobudliwym mężczyznom – dziś przejawiają oni więcej antyspołecznych zachowań niż kobiety. Jak pokazują dane GUS z 2008 roku wśród przestępców różnego kalibru dominują właśnie mężczyźni.

Love w Walentynki

Chcemy wierzyć, że osoba obok której budzimy się rano, z którą spędzamy całe dni kocha nas bez względu na wszystko – nieważne kim jesteśmy, jak wyglądamy. Kipiąca romantyzmem współczesna kultura każe nam bezrefleksyjnie ufać, że działa tu magia, a miłość jest ślepa.

Nic bardziej mylnego. Związki przejawiają zbyt wiele prawidłowości, aby można było o nich powiedzieć, że są tylko wynikiem sprzyjającego losu. Szukamy przecież drugiej połówki pomarańczy, kogoś, kto najbardziej do nas pasuje.

Bynajmniej – nie zakochujemy się w byle kim. Wybrankowie w przeważającej mierze mają ten sam poziom wykształcenia – w Polsce jest to ponad 50% małżeństw. Nie chcemy być z kimś głupszym, ale też zbyt mądrzejszych od nas samych. Zbyt duże różnice w wykształceniu powodują, że zawęża się pole dialogu, partnerzy nie dzielą wspólnych zainteresowań i planów życiowych, co w konsekwencji osłabia siłę więzi.

Podobnie jest z wiekiem. Polska należy do krajów typowych pod względem różnicy wieku zawierania małżeństw, gdzie pan młody jest 2-3 lata starszy od panny młodej. Mężczyźni potrzebują tych dodatkowych lat na osiągnięcie większej dojrzałości emocjonalnej, ale również życiowej stabilizacji. Kilka lat po ukończeniu nauki to wystarczający czas na znalezienie pracy lub przynajmniej zarysowanie konkretniejszych planów na przyszłość. Dla kobiet są to ważne sygnały świadczące o “przydatności” kandydata w długofalowym związku.

Rzadko można spotkać też związki, w których partnerzy różniliby się pod względem atrakcyjności fizycznej. Nie ma sensu “psuć” dobrych genów następnych pokoleń sokolim nosem, zbyt wysokim czołem czy ryzykiem nadwagi.

Sam moment zakochania też nie ma wiele wspólnego z magią. Uczucia, szczególnie w początkowej fazie znajomości, to  prawdziwa bomba chemiczna: testosteron, estrogen, dopamina i serotonina sprawiają, że myśli o drugiej osobie stają się nie do odpędzenia. Oczywiście tak silne napięcie nie może trwać w nieskończoność. Po kilku tygodniach, góra miesiącach, kurz opada, a relacje stają się bardziej zrutynizowane. Tu również udział ma biologia – wazopresyna i oksytocyna pomaga nam nawiązać silniejszą, trwalszą więź i pogodzić się bez bólu z bezpowrotnym końcem gorącego romansu z początku znajomości.

Wręczając dziś lizaka w postaci serca ukochanej czy ukochanemu nie ma co się łudzić – w miłości jesteśmy pragmatyczni.

Z prasy

Prof. Bogusław Pawłowski opowiada w wywiadzie z GW o biologicznych podstawach agresji i jej roli w codziennym życiu.

Wzrost jest jednym z ważnych wyznaczników atrakcyjności człowieka. Ludzie wysocy wyróżniają się z  tłumu, łatwiej zwracają na siebie uwagę i robią wrażenie bardziej pewnych siebie. Traktuje się ich poważniej, czasem nawet ma się w ich obecności lekkie poczucie zagrożenia. Wysocy dosłownie patrzą na innych “z góry”, co od razu daje im przewagę – stawia niższego w podrzędnej pozycji. W obecności bliskich nam wysokich osób – o ile nie są chucherkami – ma się poczucie ontologicznego, a czasem również i fizycznego bezpieczeństwa. Co więcej badania pokazały, że wysocy mają wyższe dochody i są lepiej wykształceni, a te elementy statusu kształtują z kolei ogólne poczucie zadowolenia z życia.

Być może te “funkcje” wzrostu sprawiają, że wysokość ciała ma przede wszystkim znacznie dla postrzegania atrakcyjności mężczyzn. Wysocy mężczyźni uważani są za bardziej pociągających i to niezależnie od wykształcenia i wieku oceniających. W badaniu CBOS cecha ta była wybierana na pierwszym miejscu w hierarchii wyznaczników męskiej atrakcyjności przez obie płcie.  Wyżsi panowie mają też ładniejsze partnerki.

Dlaczego wyżsi są “lepsi”?

Wzrost jest między innymi sygnałem jakości genów. Choroby genetyczne, niedożywienie czy infekcje wszystkie te niekorzystnie wpływające na rozwój człowieka czynniki zaburzają prawidłowy rozwój organizmu. Wzrost potraktować można więc jako trudną do sfałszowania informację o dobrym zdrowiu, potencjalnej długości życia i większych zdolnościach reprodukcyjnych. Co do tego ostatniego, to warto wyjaśnić, że wysocy mężczyźni mają więcej dzieci, ale  nie decyduje o tym ich szczególna płodność, ale to, że są częściej wykluczani z rynku matrymonialnego. Żony postawnych panów również nie mają większego potencjału rozrodczego – “magnetyzm” rosłych mężczyzn sprawia, że chętniej wchodzą z nimi z związki, nawet jeśli są w starszym wieku.

Co w takim razie zostaje mniej dorodnym mężczyznom, skoro wszystkie najlepsze kąski sprzątają im sprzed nosa duzi koledzy? Aby nikogo nie urazić, wyręczę się słowami pisarza: “Jest rzeczą śmieszną, że nieszczęście świata tak często wywodzi się od ludzi małego wzrostu; są o wiele energiczniejsi i mniej skłonni do zgody niż ludzie rośli”. Jeśli to prawda, to dotychczas się nie obijali.

Poza tym osoby o niskim wzroście mają szybszy czas reakcji, są bardziej zwinne, wytrzymałe i mają niżej środek ciężkości. Czasem się to przydaje.

Ambitne i bezdzietne

Profesor Bogusław Pawłowski (Polska Akademia Nauk) w wywiadzie z GW przedstawia niebanalną konsekwencję emancypacji zawodowej kobiet:

“Połowa kobiet-menedżerów w Europie nie ma dzieci. Biologia się zemści: kobiety inteligentne, wykształcone i dbające o siebie nie pozostawiają po sobie potomstwa. W ten sposób tracimy świetny materiał genetyczny”.
Jakkolwiek słuszny jest to wniosek, konia z rzędem tej, która oprócz pracy zawodowej zajmie się efektywną reprodukcją cennych genów.

Starsze pozycje »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.